Polowanie zbiorowe nr 2


23 października odbyło się kolejne polowanie zbiorowe w tym sezonie.

Można powiedzieć że pogoda w zasadzie dopisała, jeżeli zapomnimy o wietrze. Potężne wiry powietrza wyrywały z rąk nawet ciężkie torby , a co jakiś czas można było zobaczyć odlatujące w górę kapelusze ( myśliwskie , rzecz jasna).

Prowadzący polowanie koledzy- Wojciech Żyła oraz Mateusz Czepiżak zdecydowali się przepędzić 2 sztandarowe mioty: Puszczę oraz Jeziórka.

Podczas pierwszego pędzenia nie słyszałem żadnych strzałów i nie tylko dlatego, że z powodu silnego wiatru nic bym nie usłyszał nawet wtedy, gdyby wszyscy postanowili opróżnić w tej samej chwili swoje magazynki.

Po prostu puszcza była pusta. Jeszcze niedawno grasowały w tym miejscu całe hordy dzików, na linie wyskakiwały potężne chmary jeleni, za nimi rudle saren i stadka zajęcy.

Znamy przypadki, kiedy podczas polowania na Puszczy nie nadążano nawet przeładowywać broni. Tymczasem z Istot żywych które zauważyłem dzisiaj mogę wymienić tylko Kolegów po lewej i prawej stronie linii oraz znikającą za rogiem i pojawiającą się ponownie sylwetkę Prowadzącego w towarzystwie pozostałych Kolegów.


Główny winowajca to ASF ( afrykański pomór świń), który zdziesiątkował dziki, na drugim miejscu postawiłbym wilki, które uganiają się za dzikami i zwierzyną płową niepotrzebnie ją "stresując". Zdecydowanie wolę jednak oglądać w lesie sarenki i zajączki .

Inna sprawa to zakaz używania psów do polowań zbiorowych w strefie tzw. czerwonej. Niestety cały nasz obwód został pomalowany na czerwono. Polowanie z psami zawsze podnosi poziom emocji i mimo tego, że nie ma tyle dzików to pieski zawsze coś tam pod lufy wygonią. Dzisiaj niestety psów zabrakło.

Po pierwszym miocie podczas zbiórki widziałem zatroskaną minę prowadzącego, który już pewnie bał się o swoją czapeczkę. To ten Gość w środku stawki na zdjęciu.

Czas na opis następnego miotu.

Aura nie zmieniła zdania. Było chyba nawet gorzej, jeżeli chodzi o silne porywy wiatru. Ptaki nie latały. Duża zmiana nastąpiła za to na liniach myśliwych.

Nie było rewelacji jak za dawnych czasów, ale 36 strzałów to już coś. Do moich uszu dotarło może z 10, a znajdowałem się niecałe 500 metrów od centrum wydarzeń. To może dać Wam wyobrażenie o sile wiatru. Dość powiedzieć, że gdybym chciał trafić w ziemię to byłoby to niemożliwe z 2 powodów: po pierwsze moją amboną targał silny wicher, który nie pozwalał na pewne celowanie, a po drugie ten sam wicher znosił mi palec ze spustu.

Przechodząc do głównego tematu trzeba powiedzieć, że 2 pędzenie zapewniło niektórym Kolegom przyzwoity poziom emocji i zadowolenia. Dzielna i umęczona naganka wypędziła z miotu trochę zwierza , a szczęśliwcy musieli przeładowywać swoje pukawki nawet po kilka razy.

Po zakończeniu całe towarzystwo udało się na zbiórkę do Bursztynówki.

Z ulgą odetchnął też Kolega Wojtek, który podobno już po pierwszym miocie załatwiał kupno starego kapelusza w celu honorowego kultywowania znanej i lubianej przez prowadzących polowania tradycji. Polega ona na rzucaniu kapeluszem do góry ( myśliwi wiedzą o co chodzi ;-). Swoją drogą w dzisiejszych czasach dyżurne kapelusze powinny znajdować się na każdym polowaniu zbiorowym.


Nasze polowanie udało się i na pokocie położono (bez kapelusza) 3 łanie, 1 cielaka oraz 1 dzika.

Oprócz dzika, którego pozyskał Kolega prowadzący- Wojciech Żyła

na pokocie znalazła się zwierzyna pozyskana przez gości zaproszonych.

Łanie pozyskali Koledzy : Witold Szuster, Grzegorz Zaborowski oraz Piotr Czepiżak.

Cielaka pozyskał Kolega Ryszard Kłębek.


Królem polowania ogłoszono Kolegę Piotra Czepiżaka, syna naszego Kolegi Stanisława. Gratulujemy !

Ponieważ Kolega Piotr pozyskał swoją pierwszą zwierzynę grubą nie obyło się bez pasowania.


Obecny na polowania Łowczy Okręgowy Kolega Jacek Banaszek pasował Kolegę Piotra na rycerza św. Huberta, co dodało całej imprezie bardziej uroczystego charakteru.


Darz Bór

Tekst i fotki Andrzej Sidoruk