Prawdziwe polowanie zbiorowe nr 3

21 października odbyło się 3 już polowanie zbiorowe w tym sezonie.

Prowadzący- Sławek Szuman oraz pomocnicy: Wojtek Żyła oraz Andrzej Sidoruk

pokazali 21 uczestnikom łowów trochę więcej dzików niż ostatnio. Generalnie tendencje pozyskania na zbiorówkach są zwyżkowe. Rodzi to obawy organizatorów następnych polowań o zapewnienie skutecznego transportu zwierzyny na pokot w przypadku dalszego utrzymania tendencji.

Dziki były już w pierwszym miocie kukurydzianym, jednak na szczególną uwagę zasługuje miot zwany Jeziórkami oraz miot ostatni, który zmienił radykalnie układ sił na podium końcowym.

Jeziórka to klasyczny, traperski miot z niezliczoną ilością trzcinowisk, drzew, zarośli, gęstwin oraz różnych chaszczy, a także dzików różnej wagi, które poruszają się we wszystkich kierunkach, zmuszając myśliwych do częstego przykładania broni do ramienia. Dublety, tryplety to wcale nie rzadkość w naszym Kole , a już szczególnie podczas pędzenia tego miotu.

Gdyby tylko zbieracze złomu znali pozycje myśliwych w tym miocie, mogliby się nieźle wzbogacić w skupie metali kolorowych. Prawie każdy bowiem zostawił po sobie kilogramy łusek. Miot bardzo atrakcyjny, ale- jak to bywa w łowiectwie- prawdziwa praca zaczyna się po strzale. Niestety, podmokłe łąki i pola, dzikie zarośla oraz trzciny nie ułatwiają podniesienia upolowanej zwierzyny. Coś za coś. Jeszcze gorzej, gdy trafiony zwierz ucieknie przez kanał na drugą stronę. Na kanale nie ma przejścia i wtedy zaczyna się kłopot.

Łowczy Rafał Ślozowski doświadczył właśnie takiego przypadku; jeden z bardzo szybkich trypletowych dzików po celnym strzale postanowił przedostać się siłą rozpędu na teren za wodą. Zastygł 20 metrów za kanałem, kolejny wpadł do wody przy samym brzegu, a następny został w ogniu.

Z pomocą przyszedł jednak Prezes Maciej Jaśkowski, który w towarzystwie gościa zaproszonego- Łowczego sąsiedniego koła- swoim Wranglerem objechał tak długi odcinek drogi, aby podnieść dziczka z sąsiedniego terenu, że musiał po drodze dolewać paliwa. Musiał też taranować różne przeszkody oraz pokonywać brody wielkości boiska (do ręcznej), wszystko rzecz jasna na pełnym gazie, co mogę potwierdzić osobiście, gdyż stałem razem z Rafałem po naszej stronie kanału i słyszeliśmy przeraźliwy ryk silnika dobiegający z głębi sąsiedniego łowiska. Widzieliśmy też kłęby dymu nad lasem w miejscach, skąd dochodził wspomniany ryk. Jeep trafił w końcu do dzika. Pamiątkowa fotka w załączeniu.

Nie gorzej, a może jeszcze lepiej, wyciskał ze swojego auta ostatnie soki Skarbnik Wojtek Żyła ( były uczestnik rajdów offroadowych). Jego długi Wrangler podczas przeciskania się przez krzaki, wielkie błotne jeziora oraz inne pułapki terenowe całkiem gratis otrzymał unikalną powłokę błotną , która zwiększyła masę auta o jakieś 200 kg. Aby sprawnie poruszać się po Jeziórkach z takim nadbagażem oraz dzikami na bagażniku Wojtek dociskał obroty aż do odcięcia silnika przez komputer.

Nieźle sponiewierał też swojego Patrola Sławek Szuman- wszystko w celu podniesienia dzików z trudnego łowiska. Udział w "rajdzie terenowym" zaznaczył też Tadziu Kucera, który również woził na bagażniku kilka dzików. Mimo , że jego Pajero (jak twierdzi Tadziu) nie ma ramy to spisywał się dzielnie.

To wszystko razem wzięte tworzy cały smak i klimat polowania. Cała przyjemność to właśnie wszystkie rzeczy i przygody następujące po pozyskaniu zwierzyny. Im więcej trudności, błota i wody w progach auta tym bardziej wartościowe staje sie polowanie. Nie ma łatwo. Dodam tylko, że podejmowanie zwierza z tego miotu zajęło około 2 godzin.

Nie sposób przemilczeć udziału świetnej naganki oraz zawodowych psów Grzesia. Bez nich nie da się jak wiecie wypędzić zwierza z miotu takiego jak Jeziórka.

Po tym miocie teoretycznym królem polowania został prowadzący Sławek Szuman z dorobkiem 4 dzików i 1 lisem.

W ostatnim jednak miocie na czoło wysunął się inny Kolega, który -jak twierdzą niektórzy- stosuje jakieś tajemne sztuczki, które przyciągają zwierza na odległość strzału w każdych okolicznościach. Problem w tym, że Kolega ten nie chce wyjawić swoich czarów za żadną cenę. Chodzą słuchy , że chodzi o kolor podkoszulki, ale sprawa jest wyjaśniana (?!).

Jedyny byk zalegający w ostatnim miocie wybrał oczywiście drogę ucieczki na stanowisko Wojtka Żyły. Ten, jako że byk był mocno selekcyjny, postanowił wysłać ekspresowo trochę ołowiu w jego stronę.

W ten oto sposób zakończyło się jedno z bardziej obfitych w zwierza i emocje polowań. Nie oznacza to jednak tego , że nie było nigdy lepiej.

Na pokocie ułożono : 1 Jelenia byka, 12 dzików, 2 lisy 1 jenota oraz gościnnie kunę.

Królem polowania ogłoszono Kolegę Wojtka Żyłę , który pozyskał 1 byka oraz 3 dziki.

Wicekról-Sławek Szuman pozyskał 4 dziki oraz lisa.

Drugi wicekról- Rafał Ślozowski pozyskał 3 dziki

Kolega Tadeusz Kucera pozyskał 1 dzika oraz jenota

Kolega Dawid Gról pozyskał 1 dzika

Kolega Maciej Jaśkowski pozyskał lisa

Po oficjalnym zakończeniu polowania tradycyjnie udaliśmy się na posiłek.

Tekst oraz zdjęcia Andrzej Sidoruk